Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lipca 2014

Pandorax

Od razu do rzeczy, bo nie będę się przecież podniecał powrotem, którego nie ma....




Jakiś czas temu Games Workshop wydało dodatek do 40stki  albo do Apokalipsy, która jest dodatkiem do 40stki.... w każdym razie Games Workshop wydało Apocalypse War Zone: Pandorax. Nie jestem do końca pewien co to, na oczy nie widziałem, dopiero co przeczytałem trochę na stronie GW. Nie ważne. Ważnym w tym momencie jest, że obok tego dodatku została też wydana powieść Pandorax. Na dole okładki widniał dumnie napis "An Apocalypse Novel". Była to książka ekskluzywna dla firmowych sklepów jeśli mnie pamięć nie myli. Szkoda. Raczej trudno dostępna dla szarych 40stkowców. Wyszła też wersja elektroniczna (nie lubię e-booków, nie umiem czytać na kompie, moja wielka słabość, a innych urządzeń do czytania takich rzeczy nie posiadam) i audiobook (to lubię). Co więcej, na styczeń zapowiedziana jest reedycja powieści w wersji papierowej, tym razem dostępna dla wszystkich w serii Space Marine Battles. I znowu długi niepotrzebny wstęp....




Pandorax opisuje kampanię Abaddona przeciwko tytułowemu systemowi, Pandorax. Tuż przed Trzynastą Czarną Krucjatą zaatakował on imperialny system w celu.... no właśnie. Głównym celem ataku była planeta Pythos, na której jest Skrytka Potępienia (cokolwiek, Damnation Cache w oryginale), która jest portalem do Spaczni, przez który legiony demonów mogą wlać się do świata materialnego. Imperium oczywiście walczy nie do końca zdając sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi.


Moim zdaniem "An Apocalypse Novel" jest bardzo trafnym sformułowaniem. To nie jest książka, w której Kosmiczne Wilki walczą przeciwko Tysiącu Synów czy Karmazynowe Pięści odpierają inwazję Orków. Tutaj mamy Imperium kontra Chaos.... Mrocznych Aniołów, Szarych Rycerzy, Inkwizycję, Catachan, Vostoryan, Cadian, Mordian, Imperialną Flotę, Czarny Legion, Czerwonych Korsarzy, wyznawców Nurgle'a, demony wszystkich Czterech Potęg i więcej. Oczywiście, niektóre z frakcji otrzymały tylko niewielkie cameo, ale czuć mnogość armii zaangażowanych w konflikt.

Muszę dodać, że od powieści czuć "nową" 40stką. Mamy całą masę rzeczy, które pojawiły się dopiero w ostatnich Codexach armijnych. Heldrake? Jest. Kaldor Draigo? Jest. Jokaero? Jest. Abaddona nieprzedstawiony jako Failbaddon? Jest. I to nie jest złe. Owszem, jest trochę jakby inaczej w porównaniu do starszych powieści ale nie ma tych typowo głupich rzeczy (tak, głupich) jak Dreadknight czy Centurioni. Nowa 40stka zrobiona ze smakiem. 

Oczywiście trzeba też napisać coś o bohaterach. Mamy zarówno tych znanych z modeli na stołach, Abaddon, Huron, Azrael, Draigo, bodaj dwukrotne cameo Castellana Crowe'a, czy przewijający się Balthasar, którego znamy (albo i nie) z Mrocznej Zemsty (i towarzyszącemu mu audio The Ascension of Balthasar), jak i trochę ciekawych nowych postaci, Młodsza Inkwizytorka Tzula, porucznik Strike, starożytny Epimetheus, Corpulax czy wielu innych. Może się wydawać, że zbyt wielu, niektórzy opisani lepiej, inni gorzej ale całość również wypada pozytywnie w ogólnym rozrachunku.



Zaznaczę też, że Pandorax nie jest typowym bolter-porn. Owszem, akcji mamy całkiem sporo i może nie ma takiej głębi jak niektóre z dzieł Abnetta czy Dembski-Bowdena ale bolter-porn to zdecydowanie nie jest. Mamy bohaterów, które mają w miarę rozbudowane charaktery, mamy typowe 40stkowe tajemnice (Kim jest Epimetheus? Jaki jest prawdziwy cel Abaddona?), mamy różne zwroty akcji, rozluźnienia pokazujące innych bohaterów, czy przeskoki pomijające niektóre zbędne sceny walki. Gdzieś w trakcie Pandoraxu naszła i nie mogła opuścić do ostatniej strony myśl, że ta powieść, jest najbardziej 40tkową powieścią jaką znam. Tu jest wszystko, znakomicie zebrane do kupy.

Powiedziałbym, że każdy fan świata 40stki powinien przeczytać. Każdy fan Herezji Horusa też, jest trochę odniesień do tamtych wydarzeń. Każdy kto lubi poczytać dobre, lekkie książki też spokojnie może po ten tytuł sięgnąć. Jak dla mnie bardzo mocne 8/10. Może nawet 8.5. Warto.

I bonus na koniec! Profil deviantart autora okładki, na którym znajdziecie tę w wysokiej rozdzielczości i wiele innych wysokiej klasy artów z 40ski (m.in. okładki suplementów Black Legion, Sentinels of Terra czy Farsight Enclave):
http://ukitakumuki.deviantart.com/



A już zupełnie post scriptum....
Następna powieść z cyklu Horus Heresy jaka zostanie wydana to The Damnation of Pythos. Ten Pythos co i w Pandoraxie. Wcześniej "Trochę meh ale przeczytam jak resztę", teraz "Jaram się jak heretyk pod ostrzałem Sióstr Bitwy!"


sobota, 8 grudnia 2012

Crusade of Fire

Skończyłem dzisiaj studiować najnowszy 40stkowy podręcznik od Games Workshop, Crusade of Fire. Czymże jest owa Krucjata Ognia? Czy jest warta zakupu? Czy wprowadzi powiew świeżości do Warhammera 40k? Zobaczmy....


W bardzo dużym skrócie CoF jest zapisem kampanii kilku graczy ze studia Games Workshop razem z zasadami i poradami do jej prowadzenia. We wstępie jest zdanie "Pod pewnymi względami jest to książka napisana dla - ludzi jak ja, którzy kochają czytać o dokonaniach grup graczy w kampaniach, ale którzy nie mają czasu sami w nie zagrać." Bardzo smutne zdanie ale chyba całkiem dobrze podsumowujące.... na pierwszy rzut oka. Zajrzyjmy jednak w głąb podręcznika.

Ah, zanim zbadamy ten głąb najpierw kilka słów o wydaniu. Widzieliście ostatni Codex: Chaos Space Marines? CoF jest wydany identycznie. Twarda oprawa z wypukłymi napisami, kredowy papier, w pełni kolorowe wnętrze, grubość właściwie taka sama (8 stron mniej), cena trochę niższa. Wszystkie ilustracje jakie znajdziemy w środku były wykorzystane już gdzieś wcześniej, czy to Codex: Chaos Space Marines, Dark Eldar czy główny podręcznik z zasadami. W książce jest też dużo zdjęć armii i poszczególnych bitew, bardzo piękne ale często zajmują one pół lub więcej strony przez co mamy mniej tekstu i wartość merytoryczna spada.

Pierwsze kilka stron to zasady kampanii. Całkiem fajne i dość proste, jednak żeby je wykorzystać bez wprowadzania zmian przydałby nam się dodatek Planetary Empire. Planetstrike i Apocalypse w sumie też byłyby mile widziane.
Mamy zasady specjalnych celów, generatorów tarcz, elektrowni, portów kosmicznych czy kilku innych lokacji. Posiadanie każdego takiego celu daje nam konkretne bonusy podczas grania kampanii.
Mamy tabelki (dwie) na super cechy dla najgłówniejszego dowódcy naszej armii, klimatyczne.
Część wstępno-zasadowa kończy się dwoma stronami na temat mistrza gry, czy jest potrzebny, jakie są zalety posiadania, a może warto pomyśleć o dwóch i generalnie kilka porad dla niego. Z jednym zdaniem muszę się niezgodzić, "Im lepiej się bawisz, tym lepiej bawią się gracze" - niestety to tak nie działa, fajnie jakby działało ale nie, nie działa.

Następna część to fluff. Pierwsze słowo jakie mi się nasuwa to "przemyślany". Mamy historię upadku Pod-sektora Corvus, wciągnięcie go do Immaterium, powrót po tysiącu lat, Krucjata Światła, która szybko przeradza się w Krucjatę Ognia i misterny plan by wszystko wpadło w tłuste i gnijące łapki Papy Nurgle'a.
Frakcję są trzy:
Krucjata Ognia - Imperium, które próbuje odbić bardzo ważny pod-sektor.
Słudzy Zniszczenia - siły Chaosu, które chcą wciągnąć pod-sektor z powrotem do Immaterium, tym razem na zawsze.
Prorocy Wojny - kruchy sojusz tych, którym zależy tylko na wojnie i łupach.
Planety w pod-sektorze są różnorodne, mamy świat zurbanizowany, lodowy, postapokaliptyczny, demoniczny, kuźnię, dżunglę, świat z tajemniczymi labiryntami pod powierzchnią.... W sumie dziewięć planet i jedna stacja kosmiczna.


Kolejne strony to przedstawienie graczy kampanii i ich armii. Graczy takich jak Robin Cruddace czy Phil Kelly możecie znać lepiej, innych (np. ekipę White Dwarfa) gorzej. Armie też mogliście już widzieć w artykułach na blogu Games Workshop.
Przedstawia się to tak....
Krucjata Ognia:
Robbin Cruddace i Wyjące Gryfy (Howling Griffons)
Kevin Chin i Imperialne Pięści (Imperial Fists)
Andrew Kenrick i Rozrywacze Ciała (Flesh Tearers)
Simon Grant i Kosmiczne Wilki (Space Wolves)
Słudzy Zniszczenia:
Matt Hutson i Karmazynowi Korsarze (Crimson Corsairs)
Glenn More i Dzierżący Słowo (Word Bearers)
Chris Peach i Legion Alfa (Alpha Legion)
Prorocy Wojny:
Wade Pryce i Zjadacze Światów (World Eaters)
Phil Kelly i Mroczni Eldarzy (Dark Eldar)
To nie wszystko, niektórzy mają sojuszników, Szarych Rycerzy, Siostry Bitwy, demony Khorne'a....
Do tego dochodzą neutralne jednostki/armie sterowane przez mistrza gry, Necroni, zdradziecka Gwaria Imperialna, więcej demonów....


Mamy też zapis samej kampanii, trochę fluffowy, trochę zasadowy. Najważniejsze w nim jednak są trzy nowe scenariusze. 
Pierwszy jest bitwą o stację kosmiczną, dużo zasad specjalnych, wymaga specjalnej makiety, ciężko zagrać.
Drugi to bitwa w podziemnych korytarzach, idealnie byłoby zagrać na zestawie Zone Mortalis od Forge Worlda, jednak pewnie mało kto posiada takie coś. Może plansza Space Hulka w takim razie?


Scenariusz trzeci jest ostatni w kampanii, wielka bitwa na zasadach Apocalypse uwzględniająca różne bonusy zdobyte podczas kampanii i dająca sporo punktów do ogólnego wyniku.

Spoiler wyniku kampanii:
Słudzy zostali w tyle, Krucjata i Prorocy walczyli o zwycięstwo. W ostatecznej bitwie Słudzy sprzymierzyli się z Prorokami, którzy ostatecznie wygrali kampanię.
Koniec spoilera.

Końcówka książki jest bogata w dodatkowe zasady.
Na początek mamy dodatkowe zasady walk lataczy. Fajne, proste w użyciu, jeśli chcecie odtworzyć walki myśliwców niczym z Top Gun (albo Hot Shots!) czy Gwiezdnych Wojen to to są zasady dla Was.
W skrócie, są 3 fazy, atakujący i atakowany w tajemnicy wybiera (albo losuje) z odpowiedniej dla siebie tabelki taktykę, porównuje z przeciwnikiem i zagląda do tabelki będącej trochę rozbudowaną grą kamień-nożyce-papier, jeden z graczy otrzymuje pewne bonusy, rozpatruje się efekty i przechodzi do następnej tury. Za zniszczenie latacza dostaje się dodatkowy punkt zwycięstwa.


Żeby było ciekawiej każda z armii (oprócz Demonów i Tyranidów, bo latające monstra się nie liczą, no i Sióstr i Templariuszy, bo latacza nie mają) otrzymuje dwa specjalne manewry dla swoich lataczy to użycia podczas tych walk. Czekajcie chwilkę.... Mroczni Aniołowie mają latacza? Na pewno mają specjalne manewry.
Żeby było jeszcze ciekawiej dalej mamy Myśliwskich Asów, czyli taki bonus, który możemy dokupić dla pilota naszego latacza. Kosztuje to 50 puntków i dostajemy jeden z trzech bonusów (rzut kostką który). Tutaj z kolei mamy Asa Czarnych Templariuszy. Nie mamy za to Marines Chaosu, Tyranidów i Demonów bo ich latacze nie ma pilota. Sióstr nie ma. Mrocznych Eldarów też nie, nie wiem czemu....
Jakbyście mogli w komentarzach napisać jak to jest z tymi lataczami? Kto ma? Wilki mają? Na pewno mają zasady do manewrów i dla asa....

W każdym razie....
Po krótkim wstępie czym są Demoniczne Światy i przedstawieniu kilku z tych najbardziej znanych mamy zasady do gry na takim. Fajne, klimatyczne, losowe ale raczej nie faworyzujące żadnej armii.
I jeszcze scenariusz do gry na takim Demonicznym Świecie, a raczej do ucieczki z niego. Też jest klimat ale potrzeba sporo demonów, które będą utrudniały życie obu armiom.

Na samiuśkim końcu są zasady Areny Śmierci czyli walka jeden na jeden. Szczegółowe, rozbudowane. Nie będę w stanie ocenić grywalności bez rozegrania kilku pojedynków. Forge World wydał zasady czterech Prymarchów, można się pobawić. Może jakiś wielki turniej jak będziemy mieli wszystkich osiemnastu....

Więc tak to wygląda. Na pierwszy rzut oka Crusade of Fire wydawało się słabym produktem. Po zglębieniu jest lepiej. Kampania jest niezbyt dostępna dla zwykłych graczy, przydałoby się mieć sporo różnych dodatków, specjalne makiety i wiaderko niepotrzebnych modeli demonów czy Necronów. Możemy natomiast trochę zmienić i poprawić kampanię. Dostajemy źródło inspiracji, różnych pomysłów. Do tego trochę nowych zasad, walki lataczy, arena, demoniczne światy. Jeśli nawet nie zagramy kampanii a będziemy korzystali z tych nowych to zakup jest warty rozważenia. Jeśli nie.... cóż, nie jest to tania pozycja. Za tę cenę lepiej kupić sobie ze dwa porządne omnibusy od Black Library, będziemy mieli rozrywkę na dłużej, przy okazji język bardziej podszkolimy....

sobota, 20 października 2012

Horus Heresy: Betrayal

Jak zapewnie z poprzedniego wpisu wiecie, w moje rączki wpadła.... ta, wpadła.... grubą kasę wydałem na książkę pt. The Horus Heresy Book One: Betrayal czyli pierwszy podręcznik Forge World traktujący o wydarzeniu jakim była Herezja Horusa. No i generalnie książka zasługuje na recenzję....

Na początek trzeba powiedzieć słów kilka o wydaniu. Podręcznik jest duży. Nie mam obecnie żadnego "rulebooka" do porównania ale Betrayal jest tak ze 2 cale wyższy i 1 cal szerszy od nowego kodeksu Chaos Space Marines. Tak na oko też ze 3 razy grubszy. W każdym razie jest masywny, naprawdę ciężki.

Książka jest wydana bardzo ekskluzywnie, twarda okładka powlekana czarną skórą z metalowymi zakończeniami na rogach z wyrzeźbioną imperialną aquilą, do tego srebrne brzegi stron i czerwona zakładka. O kredowym papierze i pełnym kolorze w środku nawet nie będę wspominał.


Trzymając w ręku naprawdę sprawia wrażenie produktu luksusowego i ekskluzywnego.  Najgorzej prezentuje się obrazek na okładce, który wygląda na po prostu naklejoną kartkę (papieru kredowego, żeby nie było). Na obrazku są modele z Forge Worlda z dorobionymi w fotoszopie efektami wybuchów, strzałów, ognia i innych podobnych bajerów, czyli coś do czego Forge World już nas przyzwyczaił w swoich podręcznikach z serii Imperial Armour.

A co jest w środku książki?
Na wewnętrznej stronie okładki i pierwszej stronie jest mapa galaktyki z zaznaczonymi ważniejszymi planetami. Mamy chyba wszystkie planety, na których rozbiły się kapsuły z Prymarchami a do tego sporo innych ważnych dla Herezji Horusa (m.in. Nikaea, Larean, Isstvan czy Davin), była w poprzednim wpisie.

Po stronie spisie treści, stronie tytułowej, arcie Angrona i taki mało ważnym bzdetom dostajemy bardzo fajny i klimatyczny wstęp. Aż kusi mnie aby go przetłumaczyć na nadwiślański język i wrzucić tutaj na bloga.
Jest to wstęp do bardzo obfitej części fluffowej. Zaczynamy dość pobieżnie od początków ludzkości pośród gwiazd i idziemy przez Wojny Zjednoczenia, unię z Marsem aż po Ullanor, wycofanie się Imperatora z Wielkiej Krucjaty i zdradę na Isstvanie III. Należy podkreślić, że fluff jest obszerniejszy niż w podręcznikach do 40stki ale dalej jest to fluff "podręcznikowy" i raczej nie ma głębi powieści z Black Library. Dostajemy głównie suche fakty ale jest też kilka nowości i ciekawostek.
Jeszcze krótki opis czym są Legiones Astartes i przechodzimy do wydarzenia, na którym Betrayal powinno się skupiać, czyli czystek na Isstvanie III. Znamy to (albo i nie) chociażby z Galaxy in Flames of Black Library, tutaj skrótowo opisane co się działo.
Dalej mamy, moim zdaniem najciekawszą część, fluffowy opis poszczególnych Legionów dostępnych w podręczniku, czyli Synów Horusa, Dzieci Imperatora, Zjadaczy Światów (nie, Pożeracze mi tutaj jakoś nie pasują) i Gwardię Śmierci, a na deser jeszcze troszkę o Legio Mortis, czyli o tytanach, gigantycznych maszynach kroczących. Tutaj mamy najwięcej nowego fluffu, szczególnie jeśli chodzi o XIV Legion, który nie doczekał się jeszcze powieści opisującej dogłębnie strukturę czy zwyczaje Synów Mortariona (Flight of the Eisenstein raczej nie porusza tego tematu).
Cała fluffowa część wypełniona jest jeszcze ramkami zawierającymi różne ciekawostki czy rzeczy, o których trzeba było wspomnieć a na które nie było miejsca w głównym tekście (np. kim są Prymarchowie czy jakie warte wspomnienia bitwy toczył dany Legion) a także rysunkami pojedynczych Legionistów czy pojazdów prezentującymi różne oddziały, schematy malowania pancerzy czy oznaczenia, dowiadujemy się na przykład jak wyglądał XII Legion przed znalezieniem Angrona i zmianą nazwy, tak samo z XIV Legionem.


Jednak jako, że to jest podręcznik do gry a nie książka czysto fabularna mamy też dużą część zasadową.
Zaczynamy od kampanii Isstvan III. Obszerna, ciekawa, 6 zwykłych misji, 4 fazy "Legendary Battle", sporo zasad specjalnych.... Minimalna liczba graczy to dwóch, ale da się też grać w więcej osób. Prezentuje się bardzo fajnie, nawet chętnie bym zagrał jakbym miał armię albo kilku chętnych ludzi z własnymi siłami.


Po kampanii docieramy wreszcie do list armijnych, czyli czterech Legionów dostępnych w Betrayal i małego bonusu. Na początek trzeba wspomnieć o tym, że armie dostępne w tym podręczniku raczej nie wyglądają na zbalansowane względem 40stki, trzymają jednak klimat Wielkiej Krucjaty, Legiony Kosmicznych Marines podbijają galaktykę i nic nie może ich zatrzymać.
FOC (Force Organisation Chart) jest trochę zmieniony względem standardowego, mamy jeden dodatkowy slot HQ, jeden Elites a oprócz tego dochodzi jeszcze jeden, którego możemy (ale nie musimy) użyć powyżej 2000 punktów i którynie może zająć więcej jak 25% punktów armii, Lords of War.


Oczywiście mamy tez nową tabelkę na sojusze, widzieliście ją w poprzednim wpisie.
Same listy armii są mniej więcej jednakowe dla każdego Legionu, różnią się tylko niewielkimi zasadami specjalnymi, jedną jednostką unikalną dla danego Legionu i jakiś dwoma imiennymi bohaterami, no i Prymarchą oczywiście. Jak już wcześniej wspomniałem, poszczególne Legiony są prawdopodobnie dobrze zbalansowane, chociaż z ostatecznym osądem poczekałbym do rozegrania kilku(nastu?) gier.
Do tego dostajemy bardzo obszerną zbrojownię i coś na co czekałem od bardzo dawna, Mechanicum. Wyznawcy Boga Maszyny występują w podręczniku jako sojusznik, którego można dołączyć do Legionów Astartes. Mają trochę fajnych zabawek, własnego bohatera imiennego i nadzieję, że w przyszych pozycjach Horus Heresy od Forge Worlda zostaną rozbudowani.

Kończymy skrótem zasad z Apokalipsy (przydaje się jeśli chcemy używać super-ciężkich pojazdów, nie trzeba kupować dodatkowego podręcznika) i nie tylko. Jeszcze krótkie posłowie i kończymy mapą galaktyki, od której zaczęliśmy oraz czarną skórzaną okładką.

Oczywiście książka nie jest pozbawiona wad. Mój egzemplarz jest trochę krzywo zszyty, tzn. pierwszy szew jest trochę niżej, drugi trochę wyżej a wszystkie następne jeszcze wyżej ale już równo. W niczym to nie przeszkadza ale patrząc na podręcznik z boku widać, przynajmniej ja widzę.
Trochę też szkoda, że raczej nie ma żadnych artow w środku. Jedyne co mamy to sfotoszopowane modele i schematy pancerzy. Pierwsze jest nawet niezłe, drugie całkiem fajne ale chcialoby się coś więcej.
Także w listach armijnych jest jeden wpis na jedną stronę a zdarza się, że nawet nie zajmuje pół, pozostałe pół jest puste. Niby czytelniej ale miejsce się marnuje.
No i oczywiście największa wada, cena. 70 funtów brytyjskich. Prawie cztery stówy peelenów. Kupa kasy. Zawartość niby bogata ale to dalej kupa kasy....

Jeśli ktoś nie jest jakimś wielkim fanem Herezji Horusa albo nie planuje grać przy pomocy tych zasad to lepiej niech sobie daruje. Natomiast jeśli ktoś chce poznać nowe fakty czy ciekawostki, jeśli chce złożyć armie z czasów Herezji (bądź przed) i grać nią a może po prostu chce mieć książkę wyglądającą zajebiście na półce to myślę, że warto kupić.

Osobiście planuję zakup wszystkich pozycji z serii i szpanowanie w stylu "Patrzcie jakie mam piękne książki na półce". Lubię jak książki ładnie wyglądają na półce.

piątek, 21 września 2012

White Dwarf #1


Tak właśnie przyglądam się okładce nowego wydania i nie widzę nigdzie numeru....

W każdym razie mam go w łapkach. Trochę poczytałem, trochę przejrzałem. Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. White Dwarf niestety od kilku(nastu?) ładnych lat przypominał już tylko bardzo drogą ulotkę reklamową. Najnowszy numer zmienia moją opinię o tym magazynie.

Pozwolę sobie opisać po kolei (i raczej pokrótce) zawartość....

Pierwsze co się rzuca w oczy to nowe, prostsze logo i sztywniejsza okładka. Papier w środku też jakby lepszy od tego co było kiedyś. Ale zagłębmy się w treść....
Przedstawienie nowej ekipy, zdaje się z kilkoma starymi twarzami, pół strony praw autorskich, trochę zdjęć w stylu "jesteśmy fajnym i energicznym zespołem", niewiele wnoszący wstępniak, spis treści i dalej zaczynają się smaczne smakołyki....

Na początek mamy przedstawienie nowych modeli do Kosmicznych Marines Chaosu. Duże zdjęcia, mało tekstu, sporo zbliżeń na różne ciekawe detale, których możemy nie wyłapać patrząc na same zdjęcia. Na uwagę zasługuje podwójna rozkladówka, niczym z magazynów z paniami pokazującymi nagie biusty i nie tylko, przedstawiająca Maulerfienda i Forgefienda.

Dalej pokazane mamy 21 stron z nadchodzącego Kodeksu. Obrazki są małe ale wprawne oko jest w stanie dojrzeć trochę zasad i kosztów punktowych. Podręcznik prezentuje się nad wyraz zacnie. Aż nie mogę się doczekać aż położę na nim swoje łapki. Na okładce rzeczywiście mamy art, który pojawił się już jako okładka powieści Blood Gorgons. Niby używać drugi raz tego samego to lenistwo ale z drugiej strony:


To jest, zdecydowanie, najlepszy obraz Marine'a Chaosu stworzony kiedykolwiek. 
- Aaron Dembski Bowden

Trochę starych metalowych modeli i "upgrade packów" przeskoczyło do Finecasta, czyli niesławnej żywicy od Games Workshop. No i pokazanie nowego, uboższego i droższego Battleforce'a. Polityka cenowa GW w pełnej krasie.

Co nieco o nadchodzących cyfrowych produktach na iPady (plotki mówią, że wersje na Windowsa i Androida kiedyś też się pojawią), nowych książkach od Black Library, produktach Forge Worlda i planszówce Relic (coś jak Talisman tylko w uniwersum Ponurej i Odległej Przyszlości, w której jest tylko Wojna.
Kolejne dwie strony to podsumowanie nowych rzeczy Games Workshop i Black Library wraz z cenami.

Potem dwustronna reklama strony games-workshop.com.

A następnie Armia Miesiąca, czyli przecudnie wyglądająca horda Skavenów, szczuroludzi zamieszkujących podziemne tunele Starego Świata.

Kolejne dwie strony, a raczej półtorej bo mamy wielkie zdjęcie, to sam Jervis Johnson wypowiadający się dlaczego (prawie) nie ma już jednostek 0-1 w nowych Kodeksach czy Księgach Armii. Przyznam się, że jeszcze nie przeczytałem.

Raport bitewny, ważna rzecz przy prezentacji nowej armii. Zwykle pokazówka, w której "nowi" masakrują jakąś starą armię aby pokazać jacy są fajni i jak to trzeba biec do sklepu i kupić wiadro nowych modeli.  W sumie tutaj jest podobnie ale.... "nowi" przegrywają. 4-0. Ale po kolei, Kosmiczni Marines Chaosu (Legion Alfa z elementami Władców Nocy i Żelaznych Wojowników) stają do walki z Białymi Szramami. Armia Chaośników składa się głównie z nowych modeli. 4-0 dla Imperium Ludzkości. Nowości takie słabe? Gra kiepsko zagrana? Pech?

Dalej mamy dyskusję na temat bohaterów w Warhammerze Fantasy Battle. Rozrzucić ich po armii czy trzymać wszystkich razem z jednym klocku? Jak się okazuje pierwsza opcja wygrywa.

Herezja Horusa, czyli jak z kilku zdań porozrzucanych po różnych podręcznikach zrobiła się bestsellerowa seria powieści. A także o tym, że Forge World wydaje modele i zasady z tego okresu.


Angron. Model jest po prostu brutalny. Z całą pewnością kupię. Cena nie gra roli.

Później White Dwarf skupia się na hobbystyczny aspekcie gier bitewnych od GW. Mamy trochę interesujących modeli, które urzekły Johna Blanche. Dalej jest "Hall of Fame", konwertowanie orkowych lataczy, trochę makieciarstwa i bardzo fajnych porad malarskich.
Dwustronicowa wypowiedź Jeremy'ego Vetocka, autora m.in. Ksiąg Armii Skavenów oraz Orków i Goblinów. W sumie o niczym.

Trochę reklam, chyba wszystkim znane białe strony pełne adresów oficjalnych Hobby Center i niezależnych sprzedawców i....

Parę słów od twórców nowych Kosmicznych Marines Chaosu, Phila Kelly'ego, autora podręcznika i Jesa Goodwina, rzeźbiarza. Całość świetnymi poprzetykana dużymi szkicami nowych modeli. Sam o nowych modelach napiszę pewnie wkrótce, co mi się podoba, co mi się nie podoba, co zamierzam sobie kupić a co chciałbym mieć ale kupię "może kiedyś a może nie".

Potem jeszcze trochę o nadchodzących nowościach od Forge Worlda i Black Library. Duży portret Gandalfa (zapowiedź tego co w przyszłym miesiącu?) Wewnętrzna część okładki to kalendarz z Games Day'ami, które mało interesują nas Polaków mieszkających w Polsce a nie na cywilizowanym Zachodzie, ale jest też preorder nowych Kosmicznych Marines Chaosu (22 września, już dostępny), premiera tychże (6 października) i data wydania nowego numeru White Dwarfa (27 października). I koniec....

Nie!

Mamy jeszcze dodatek. Plakat! Chociaż niezbyt duży. Z jednej strony jest Angron a z drugiej płonący Isstvan III. Oczywiście całość promuje The Horus Heresy: Book One - Betrayal. Nie mogę się zdecydować, którą stroną powiesić.... eh, dylematy, dylematy....



Czyli generalnie macie chyba bardzo (żeby nie powiedzieć "zbyt") dokładny obraz tego jak wygląda nowy White Dwarf.