Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horus Heresy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horus Heresy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2013

Herezja Horusa - Epilog

Ja wiem, że cały czas wisi nade mną kontynuacja Ataku na Świętą Terrę ale znalazłem inną perełkę, którą muszę, ale to muszę Wam przedstawić.... Autor: Aaron Dembski-Bowden, źródło: tu. Tłumaczenie niektórych nazw jednostek jest "ot tak", inne nie są przetłumaczone, brak mi konsekwencji.... No ale jest późno, tekst ma charakter satyryczny, powinno być ok.

Herezja Horusa - Epilog


"Stary, Horus właśnie kopyrtnął. Co teraz?

Abaddon przewiązał swój kok. Totalnie miał pomysł. "Totalnie mam pomysł," powiedział. Zdradzieckie Legiony patrzyły wyczekująco. "Oto co zrobimy. Uciekniemy."

Wiele głów w hełmach skinęło. To wyglądało na mądrą decyzję.

"Dobry pomysł," powiedział Erebus.

"Cichaj." Abaddon zmarszczył się z powodu przerwania. "Ale myślę, że powinniśmy zostawić nasze motory odrzutowe, Pazury Grozy, Wichry, Śmigacze Landa - w gruncie rzeczy całą anty-grawitacyjną technologię, poważnie - tak samo jak nasze motory, motory szturmowe i w sumie wszystko inne czego używaliśmy do tej pory."

Mniej hełmów skinęło tym razem. "Stary," powiedział Lucius Wieczny, "możemy tego wszystkiego potrzebować. Niektóre z tych rzeczy są wypasione."

"E-e, postanowiłem. Po prostu chodźmy."

"Ale..."

"Po. Prostu. Chodźmy." Abaddon machnął Szponem Horusa. Jego koso-ostrze palce wydały kliknięcio-kliknięciowy odgłos.

"Dobra, po prostu chodźmy," zgodził się Lucius.

Kharn nie był tak łatwo udobruchany. "Co z Cyklonowymi Wyrzutniami? Bo widziałem takie w Horus Heresy: Collected Vision, więc musimy używać ich--"

"Mam wrażenie jakbym mówił do siebie." Abaddon wskazał pazurem Zjadacza Światów. Kujnął Kharna w oko.

"Ał, Jezu, koleś. Dobra, dobra. Pójdziemy."

"Taa, tak właśnie myślałem."

Abaddon podrasowanie wyszedł z pokoju, dumnie krocząc jakby rządził tym miejscem.

"Hej, a co z promieniaczem konwersji?" zapytał Typhus. "Przecież mogliśmy używać ich w Rogue Traderze? Są zajebiste. Robią takie "WZIUUUUUUM."

"Zostaw!" głos Abaddona dobiegł z drugiego pokoju. Typhus odłożył, marudząc.

Fabius Bile jakby wzruszył ramionami. "Więc, eh, mogę iść z Wami ziomki? Bo sprawdzałem listę pasażerów i żaden z Legionów nie zabiera Konsyliarzy. Znaczy... nie potrzebujecie nas?"

Lucjusz poklepał brata po ramieniu. "W porządku, stary. Nawiążemy do Konsyliarzy w tekście o tle. Znaczy nic nie zrobicie ale jakby tam będziecie we fluffie, czaisz? Trochę? Może?"

"W dupie to mam. Opuszczam Legion. Stworzę własne zasady."

Kharn parskął. "Twoje zasady będą cienkie w konkurencyjnej grze. Zobaczysz. I ludzie będą na Ciebie mówić Bajeczny Bill." (to ciężko przetłumaczyć)

Zdrajcy wyszli z komnaty na lądowisko. Było opuszczone.

"Eh, Abciu?"

Abaddon zwrócił się do Ahrimana. "Co jest?"

"Ehm." Jeden z Tysiąca Synów wskazał na puste lądowisko. "Gdzie są wszystkie nasze statki?"

Abaddon go zignorował. "Nie byliście czerwoni minutę temu?"

"Teraz jesteśmy niebiescy. To... to wszystko to... coś. Słuchaj, poważnie, gdzie nasze Thunderhawki?"

A, tak. One." Abaddon bawił się swoim kokiem, przesuwając go w przód i w tył, jak kociak swoją pluszową zabawką. "Nie będziemy ich potrzebować. Możemy chodzić wszędzie i w ogóle. Albo wypchnąć Rhino z hangarów i jechać nimi przez atmosferę. Będzie fajnie."

Zdrajcy spojrzeli po sobie. Nie szło dobrze. Abaddon zauważył ich wachanie i spróbował jakoś ich uspokoić. "Luuuuuuz. Wymyślę nowe rzeczy. Jak.... roboty pająki z demonami w środku, i będą miały szpony i w ogóle. Będą profanować rzeczy. Może będą mogły się nazywać Profanatrony. Będzie cudnie. I będą mieć działo na klacie i tycie malutkie główki. Co? Dlaczego tak na mnie patrzycie? Tylko czekajcie. Urządzimy tu piekło."


poniedziałek, 6 maja 2013

#12 Angron

UWAGA! W TEKŚCIE ZNAJDUJĄ SIĘ SPOILERY. Raczej niewielkie, starałem się je ograniczyć i większość wpisu jest oparta tylko na historii z Index Astartes i różnych edycjach Codex: Chaos Space Marines.


Angron, Prymarcha Zjadaczy Światów, XII Legionu Kosmicznych Marines, Czerwony Anioł, Władca Czerwonego Piasku, Syn Boga Krwii, Demoniczny Książę Khorne'a.... Przyjrzyjmy się jednak tej, na pozór nudnej i płytkiej postaci z bliska.

Angron był jednym z 20 Prymarchów stworzonych przez Imperatora, którzy mieli dowodzić Legionami Astartes. Jak wszyscy wiemy stało cię "coś" i, będąc jeszcze dziećmi, zostali oni rozrzuceni po galaktyce. Kapsuła z Angronem rozbiła się na planecie Nuceria. Był to brutalny i okrutny świat napędzany przez niewolników, którzy często byli wystawiani do gladiatorskich walk na arenach, ku uciesze lokalnej wolnej ludności.

Jeszcze zanim Angron spotkał pierwszego człowieka był zmuszony zabić. Gdy go odnaleziono, wokół leżały liczne ciała martwych Xenos, prawdopodobnie Eldarów, którzy używając swoich sztuczek przewidzieli na kogo to dziecko wyrośnie i chcieli temu zapobiec. Nie dali rady. 

Ranny i zakrwawiony Angron został znaleziony i schwytany przez handlarza niewolników. Opatrzono go, wyleczono i przetransportowano do stolicy zwanej Desh’ea. Tam wszczepiono mu Gwoździami Rzeźnika. Były to cybernetyczne implanty, które wchodziły w czaszkę i sam mózg, powodujące zwiększenie agresji, zadające ból, od którego jedyną ucieczką była przemoc, tylko podczas walki wojownik mógł osiągnąć stan przyjemnej błogości. 

Angron został oczywiście gladiatorem. Wygrywał pojedynek za pojedynkiem, turniej za turniejem. Zabił na arenie setki przeciwników. Oszczędził wszystkich, którzy walczyli dobrze. Cały czas jednak próbował uciec. Próbował i nie udawało mu się. Pewnego razu klasa rządząca postanowiła obejrzeć walkę jakiej jeszcze nie widzieli. Nie, nie walkę. Bitwę! Wszyscy gladiatorzy na raz. Jak się szybko okazało to  był wyjątkowo głupi pomysł. Angron na czele dwóch tysięcy wojowników wyrwał się z niewoli. Niszczyli wszystko na swojej drodze. Ludzie mówili na nich Zjadacze Miast. Nic nie mogło ich zatrzymać. Jednak pomimo zwycięstw nie mieli zaawansowanej broni, nie mieli ludzi, nie mieli jedzenia. Szybko został ich tylko tysiąc ukrywający się w górach. Tam miała być ich ostatnia bitwa.

I wtedy przybył Imperator. Od miesięcy obserwował Angrona z orbity. To jak wyswobadzał niewolników i walczył z tyranią. Teleportował się razem z kilkoma Adeptus Custodes bezpośrednio do syna i zaoferował mu miejsce u swego boku podczas Wielkiej Krucjaty i dowodzenie nad Ogarami Wojny, XII Legionem Astartes. Angron odmówił. Nie mógł zostawić swoich towarzyszy, nie mógł opuścić ich podczas tej ostatniej bitwy.


Imperator, nie chcąc dopuścić do śmierci syna, teleportował go z dala od bitwy. Bez swojego przywódcy zbuntowani niewolnicy z Nucerii zostali wybici. Angron nigdy nie wybaczył tego swemu ojcu. Później było jeszcze trochę rozlewu krwi ale w końcu zgodził się przyjąć rolę dowódcy XII Legionu, który przemianował na Zjadaczy Światów, by uczcić pamięć Zjadaczy Miast.

Angron od samego początku był okaleczony. Były niewolnik z kawałkami metalu wkręcającymi mu się prosto w mózg. Zawsze był gdzieś obok swojego Legionu. Zjadacze Światów próbowali się do niego zbliżyć. Przyjęli część tradycji jakie Angron wyniósł z Nucerii. Nawet pozwolili się okaleczyć i wszczepić sobie Gwoździe Rzeźnika. Wszystko by być bliżej ojca. By zrozumieć.

Gwoździe Rzeźnika były też jednym z powodów, dla których XII Legion nie posiadał Kronikarzy. Psykerzy z tym implantem stawali się bardzo niestabilni. Szaleniec z toporem może zabić trochę ludzi. Co może zrobić szaleniec z umysłem, który zmienia rzeczywistość? Tak więc Kronikarzy prawie nie było, nie licząc kilku bez Gwoździ.


Wracając do Angrona, nigdy nie wybaczył Imperatorowi tego co zrobił, dlatego nie było zaskoczeniem gdy dołączył do Horusa, gdy ten zapoczątkował wojnę domową....

Po Herezji Horusa Angron był już Demonicznym Księciem Khorne'a. To też zaskoczeniem nie było. Przemoc, agresja i rozlew krwi były w życiu Angrona już od momentu wyjścia z kapsuły. Gwoździe Rzeźnika z każdą chwilą przybliżały go do Boga Krwi.

Angron później co jakiś czas pojawiał się w galaktyce. Najbardziej znanym wydarzeniem była Pierwsza Wojna o Armageddon, która zakończyła się wygnaniem Demonicznego Prymarchy przez stu dziewięciu Szarych Rycerzy. Trzynastu przeżyło.
Inną okazją było Panowanie Ognia, kiedy Angron i pięćdziesiąt tysięcy Marines Chaosu wybrało się na wycieczkę poza Oko Terroru. Skończyło się zdobyciem siedemdziesięciu sektorów. Ostatecznie został powstrzymany przez cztery Zakony Marines, dwa Legiony Tytanów i trzydzieści regimentów Gwardii Imperialnej.

Polecane lektury:

  • Betrayal (Alan Bligh) - podręcznik od Forge World, dużo fluffu na temat Zjadaczy Światów, Dzieci Imperatora, Gwardii Śmierci, Synów Horusa i tego co wydarzyło się na Isstvanie III.
  • After Desh'ea (Matthew Farrer)- opowiadanie z antologii Tales of Heresy, traktujące o tym jak Angron przyjął XII Legion jako swój własny.
  • Butcher's Nails (Aaron Dembski-Bowden) - audio-drama, o tym jak Lorgar z Angronem wyruszają na misję do Ultramaru i co ich po drodze spotyka. Prequel Betrayera, nie trzeba czytać ale pomaga zobaczyć cały obrazek.
  • Betrayer (Aaron Dembski-Bowden) - powieść o misji Lorgara i Angrona w Królestwie Ultramaru. Zdecydowanie trzeba przeczytać. Nie będę spoilerował dlaczego.
  • The Emperor's Gift (znowu Aaron Dembski-Bowden) - powieść o Pierwszej Wojnie o Armageddon. Chociaż głównie Szarzy Rycerze i Kosmiczne Wilki....
  • Chosen of Khorne (Anthony Reynolds) - tym razem nie o Angronie a o Kharnie, jednak bardzo ładnie pokazuje to co stało się ze Zjadaczami Światów po Herezji Horusa.
  • Lord of the Red Sands (jeszcze raz Aaron Dembski-Bowden) - w sumie nie wiem o czym to jest. Prawdopodobnie warto przeczytać. Z mojej perspektywy nie warto kupować. To mikro-krótkie opowiadanko ukazało się w elektronicznym zbiorze Angron, który zawiera także drugie i trzecie opowiadanie z tej listy.

A teraz powód, dla którego ten wpis powstał....
Jak pewnie wiecie Forge World jakiś czas temu zaczął wydawać zasady i modele do postaci i armii z czasów Herezji Horusa. Wydali też, jak na razie, jednego Prymarchę, Angrona właśnie. Oczywiście będąc fanem nie mogłem się powstrzymać i kupiłem. I pomalowałem. Bez rewelacji bo malarz ze mnie bardzo przeciętny ale jestem z niego zadowolony. A i jestem kaleką jeśli chodzi o fotografie modeli, więc.... a zresztą zobaczcie sami!


Oczywiście jestem otwarty na wszelką krytykę. Następny będzie Fulgrim. Kiedyś tam w przyszłości. Jeśli o Prymarchów chodzi to odpalił mi się tryb "Złap je wszystkie!"

sobota, 27 kwietnia 2013

Atak na Świętą Terrę, cz. 1

Autorem opowiadania jest William King, pierwotnie ukazało się w White Dwarfie 268 (czerwiec 2002). Tłumaczenie moje własne, więc dalekie od ideału. Podzieliłem całość na części, chyba trzy z tego wyjdą, bo tak mi łatwiej. Musicie też pamiętać, że opowiadanie to jest już dość stare, powstało jeszcze zanim Black Library zaczęło nadawać głębi Herezji Horusa. Obrazków dzisiaj nie będzie.


Inwazja


Trzynastego dnia Secundusa zaczęło się bombardowanie. Z orbity okręty Mistrza Wojny spuszczały niesłabnące fale pocisków i zabójczych promieni energii. Celem było sparaliżowanie obrony wokół Pałacu Imperatora i umożliwienie przeprowadzenia wielkiej inwazji na Ziemię. Księżycowe bazy już upadły a broniąca Bojowa Flota Solar została rozbita. Na Marsie, tak jak w całym rozległym Imperium, szalała zaciekła wojna domowa.

Na niezliczonych światach ścierali się wojownicy spragnieni krwi. Ci, którzy przyrzekli wierność Imperatorowi walczyli z tymi zaprzysiężonymi Mistrzowi Wojny Horusowi i, poprzez niego, z mrocznym mocom Chaosu. Królestwo Imperatora wrzało, toczono jedne z największych bitew w historii ludzkości. Na świecie-ulu Thranx, ponad milion wojowników zginęło jednego dnia na polach Perdagoru. Na płonących pustyniach Tallarnu, przy Klinie Ka'an, pięćdziesiąt tysięcy czołgów starło się w największej pancernej akcji wszech czasów. Podczas kosmicznego zrzutu na Vanaheim, trzy miasta-ule zostały wybite przez siły rebeliantów jako ostrzeżenie przed oporem, mimo wszystko broniący walczyli do ostatniego.

Niczym rak, Herezja zaraziła całe struktury Imperium. Wszędzie dzielni ludzie oddawali swoje życie próbując usunąć tego raka.

To było na Ziemi, w samym sercu królestwa Imperatora, gdzie miały być rozstrzygnięte losy galaktyki. W tych ostatnich dniach niebo było czarne od chmur pyłu a ziemia poprzecinana ogromnymi szczelinami. Płaty tektoniczne przesunęły się pod naporem bombardowania. Łańcuchy górskie zatrzęsły się a morza wyparowały pozostając jałowymi pustyniami. Deszcz krwi i popiołu spadał z ciemnego nieba. Chór astropatów śpiewał o złych zwiastunach a ludzie szaleli ze strachu. Obrzydliwie wykrzywione okręty pełne zgubionych i przeklętych wisiały na orbicie ponad pustoszonym światem. Żałośnie niewielu, osłoniętych przed zniszczeniem przez sprytnie postawione systemy obronne Adeptus Mechanicus, stało w gotowości odparcia najeźdźców.

Rzucone do walki resztki armii Imperatora próbowały w desperacji wytrzymać do przybycia posiłków. Imperator sam nadzorował obronę swojej fortecy-pałacu, osobiście dowodził Adeptus Custodes, swoją elitarną gwardią. Towarzyszył my Sanguinius, biało-skrzydły Prymarcha Krwawych Aniołów,  swojego Legionu Kosmicznych Marines. Na terenie pałacu stali dzielni Adeptus Arbites. Nie był on jednym bastionem oporu, były inne, każde będące znakomicie ufortyfikowanym miastem wypełnionym nieustraszonymi żołnierzami. Pod ruinami Bazyliki Imperialnej, Rogal Dorn z ponurą twarzą przewodził surowym Imperialnym Pięściom w ich ostatnich modlitwach. Wewnątrz zbrojonych kompleksów fabrycznych Adeptus Mechanicus, tech-kapłani odłożyli swoje narzędzia i przypasali przerażające bronie swojego zakonu. Pośród gruzów wypalonych obszarów mieszkalnych, Prymarcha Jaghatai Khan zebrał Białe Szramy, Legion Kosmicznych Marines, których osobiście nauczył sztuki walki błyskawicznej. Trzy pełne legiony Tytanów stały gotowe bronić swojego Imperatora.

Gdy ziemia trzęsła się pod bombardowaniem, dywizje czołgów przemierzały z hukiem umęczony krajobraz by zająć swoje pozycje przeciw nadchodzącej inwazji. Dzielni ludzie sprawdzili swoją broń i ofiarowywali ostatnie modlitwy. Lasery obronne zwróciły się w stronę groźnie wzburzonego nieba. Nagle, niebiosa zostało przecięte smugami plazmy kapsuł desantowych. Pośród sal Imperatora nawet Kosmiczni Marines zadrżeli wiedząc, że wkrótce stawią czoła swym zgubionym i przeklętym braciom. Przerażająca perspektywa stanięcia naprzeciw tym spaczonym Prymarchom, którzy zaprzedali swoje dusze Chaosowi umysł każdego człowieka wypełniała nieopisanym wstrętem i grozą.

Kapsuły osiągnęły powierzchnię i wylali się z nich najpotężniejsi czempioni Chaosu, zdradzieccy Kosmiczni Marines ze straconych Legionów. To już nie byli wspaniali ludzcy wojownicy z legend ale wykręcone istoty, ciała spaczone przez energie Chaosu, umysły wykręcone przez ich oddanie mrocznym potęgom. Jakby to co stało się Kosmicznym Marines nie było wystarczające złe, to co stało się z ich Prymarchami było gorsze. Byli stworzeni bliżej Imperatora i upadli dalej. Żaden z ich byłych towarzyszy by ich nie rozpoznał - zostali przemienieni w istoty zarówno demoniczne jak i tryumfujące.

Potężny Angron wykrzykiwał rozkazy swoim pijącym krew poplecznikom, Zjadaczom Światów. Wymachując swoim wielkim mieczem runicznym poprowadził ich przeciwko obrońcom Kosmicznego Portu Ściany Wieczności. Wokół jego sług w czerwonych pancerzach świszczały pociski bolterów. Bez zachwiania szli naprzód, gotowi rozlać krew dla Boga Krwi.

Na chrypiące polecenie Mortariona, Gwardia Śmierci wynurzyła się cicho z zaropiałych kokonów swych kapsuł desantowych i ruszyła na przerażonych wrogów. Przeraźliwe runy na kosie Mortariona zalśniły dziwnie pośród nocy gdy ruchem ręki rozkazał im marsz.

Magnus Czerwony patrzył na niego tryumfalnie swoim jednym czujnym okiem zanim rozkazał magom-wojownikom Tysiąca Synów rzucać swoje zaklęcia zagłady.

Grad zabójczych pocisków bolterów powalił tuziny z Dzieci Imperatora. Niewzruszeni, ranni zawyli z przyjemności doświadczenia skandując pochwalnie swojego Prymarchę, Fulgrima. Zdradzieccy Kosmiczni Marines rzucili się naprzód wyrzezać ścieżkę poprzez swych wrogów.

Może niektórzy z obrońców oszaleli ze strachu. Może spaczenie Chaosu zalęgło się głębiej niż ktokolwiek przypuszczał. Może niektórzy byli na tyle głupi, że myśleli o możliwości negocjacji z największym wrogiem. Jakikolwiek był to powód, ostatnia plugawa zdrada miała miejsce. Wiele jednostek Imperialnej Armii, które przysięgły wierność Imperatorowi okazało się bluźniercami już gdy Zdradzieccy Marines dokonywali desantu. To było jak gdyby ustalony wcześniej sygnał. W jednym z najbardziej nikczemnym akcie zdrady w historii ludzkości, skierowali swoją broń na swych braci i ubili ich niczym psy. Tak właśnie Kosmiczny Port Lwiej Bramy padł. Gdy heretycy śpiewali i wyli swoje szalone modlitwy, powietrze zadrżało i śliniące się demony wynurzyły się ze Spaczni by siać grozę i niepokój.

Wówczas rzeczywiście zdawało się obrońcom, że żyją w ostatnich dniach ludzkości. Ogromni Krwiopijcy o nietoperzych skrzydłach szybowali zwycięsko poprzez płaczące niebo. Szponiaści Strażnicy Tajemnic tańczyli lubieżnie na stosach trupów. Wielcy Nieczyści chichotali przewalając się poprzez zrujnowane ulice, rozsiewając ślady plugastwa, szlamu i choroby. Enigmatyczni Panowie Zmian przysiedli na szczytach wież i posągów nadzorując nadejście Chaosu w serce świata. Potężne okręty zaczęły schodzić z orbity w nadziei zmiażdżenia obrońców samą liczbą. W przeciwieństwie do kapsuł desantowych, te prezentowały znakomite cele dla dział obrońców. I tak zaczęła się bitwa o Ziemię.

c.d.n.

sobota, 20 października 2012

Horus Heresy: Betrayal

Jak zapewnie z poprzedniego wpisu wiecie, w moje rączki wpadła.... ta, wpadła.... grubą kasę wydałem na książkę pt. The Horus Heresy Book One: Betrayal czyli pierwszy podręcznik Forge World traktujący o wydarzeniu jakim była Herezja Horusa. No i generalnie książka zasługuje na recenzję....

Na początek trzeba powiedzieć słów kilka o wydaniu. Podręcznik jest duży. Nie mam obecnie żadnego "rulebooka" do porównania ale Betrayal jest tak ze 2 cale wyższy i 1 cal szerszy od nowego kodeksu Chaos Space Marines. Tak na oko też ze 3 razy grubszy. W każdym razie jest masywny, naprawdę ciężki.

Książka jest wydana bardzo ekskluzywnie, twarda okładka powlekana czarną skórą z metalowymi zakończeniami na rogach z wyrzeźbioną imperialną aquilą, do tego srebrne brzegi stron i czerwona zakładka. O kredowym papierze i pełnym kolorze w środku nawet nie będę wspominał.


Trzymając w ręku naprawdę sprawia wrażenie produktu luksusowego i ekskluzywnego.  Najgorzej prezentuje się obrazek na okładce, który wygląda na po prostu naklejoną kartkę (papieru kredowego, żeby nie było). Na obrazku są modele z Forge Worlda z dorobionymi w fotoszopie efektami wybuchów, strzałów, ognia i innych podobnych bajerów, czyli coś do czego Forge World już nas przyzwyczaił w swoich podręcznikach z serii Imperial Armour.

A co jest w środku książki?
Na wewnętrznej stronie okładki i pierwszej stronie jest mapa galaktyki z zaznaczonymi ważniejszymi planetami. Mamy chyba wszystkie planety, na których rozbiły się kapsuły z Prymarchami a do tego sporo innych ważnych dla Herezji Horusa (m.in. Nikaea, Larean, Isstvan czy Davin), była w poprzednim wpisie.

Po stronie spisie treści, stronie tytułowej, arcie Angrona i taki mało ważnym bzdetom dostajemy bardzo fajny i klimatyczny wstęp. Aż kusi mnie aby go przetłumaczyć na nadwiślański język i wrzucić tutaj na bloga.
Jest to wstęp do bardzo obfitej części fluffowej. Zaczynamy dość pobieżnie od początków ludzkości pośród gwiazd i idziemy przez Wojny Zjednoczenia, unię z Marsem aż po Ullanor, wycofanie się Imperatora z Wielkiej Krucjaty i zdradę na Isstvanie III. Należy podkreślić, że fluff jest obszerniejszy niż w podręcznikach do 40stki ale dalej jest to fluff "podręcznikowy" i raczej nie ma głębi powieści z Black Library. Dostajemy głównie suche fakty ale jest też kilka nowości i ciekawostek.
Jeszcze krótki opis czym są Legiones Astartes i przechodzimy do wydarzenia, na którym Betrayal powinno się skupiać, czyli czystek na Isstvanie III. Znamy to (albo i nie) chociażby z Galaxy in Flames of Black Library, tutaj skrótowo opisane co się działo.
Dalej mamy, moim zdaniem najciekawszą część, fluffowy opis poszczególnych Legionów dostępnych w podręczniku, czyli Synów Horusa, Dzieci Imperatora, Zjadaczy Światów (nie, Pożeracze mi tutaj jakoś nie pasują) i Gwardię Śmierci, a na deser jeszcze troszkę o Legio Mortis, czyli o tytanach, gigantycznych maszynach kroczących. Tutaj mamy najwięcej nowego fluffu, szczególnie jeśli chodzi o XIV Legion, który nie doczekał się jeszcze powieści opisującej dogłębnie strukturę czy zwyczaje Synów Mortariona (Flight of the Eisenstein raczej nie porusza tego tematu).
Cała fluffowa część wypełniona jest jeszcze ramkami zawierającymi różne ciekawostki czy rzeczy, o których trzeba było wspomnieć a na które nie było miejsca w głównym tekście (np. kim są Prymarchowie czy jakie warte wspomnienia bitwy toczył dany Legion) a także rysunkami pojedynczych Legionistów czy pojazdów prezentującymi różne oddziały, schematy malowania pancerzy czy oznaczenia, dowiadujemy się na przykład jak wyglądał XII Legion przed znalezieniem Angrona i zmianą nazwy, tak samo z XIV Legionem.


Jednak jako, że to jest podręcznik do gry a nie książka czysto fabularna mamy też dużą część zasadową.
Zaczynamy od kampanii Isstvan III. Obszerna, ciekawa, 6 zwykłych misji, 4 fazy "Legendary Battle", sporo zasad specjalnych.... Minimalna liczba graczy to dwóch, ale da się też grać w więcej osób. Prezentuje się bardzo fajnie, nawet chętnie bym zagrał jakbym miał armię albo kilku chętnych ludzi z własnymi siłami.


Po kampanii docieramy wreszcie do list armijnych, czyli czterech Legionów dostępnych w Betrayal i małego bonusu. Na początek trzeba wspomnieć o tym, że armie dostępne w tym podręczniku raczej nie wyglądają na zbalansowane względem 40stki, trzymają jednak klimat Wielkiej Krucjaty, Legiony Kosmicznych Marines podbijają galaktykę i nic nie może ich zatrzymać.
FOC (Force Organisation Chart) jest trochę zmieniony względem standardowego, mamy jeden dodatkowy slot HQ, jeden Elites a oprócz tego dochodzi jeszcze jeden, którego możemy (ale nie musimy) użyć powyżej 2000 punktów i którynie może zająć więcej jak 25% punktów armii, Lords of War.


Oczywiście mamy tez nową tabelkę na sojusze, widzieliście ją w poprzednim wpisie.
Same listy armii są mniej więcej jednakowe dla każdego Legionu, różnią się tylko niewielkimi zasadami specjalnymi, jedną jednostką unikalną dla danego Legionu i jakiś dwoma imiennymi bohaterami, no i Prymarchą oczywiście. Jak już wcześniej wspomniałem, poszczególne Legiony są prawdopodobnie dobrze zbalansowane, chociaż z ostatecznym osądem poczekałbym do rozegrania kilku(nastu?) gier.
Do tego dostajemy bardzo obszerną zbrojownię i coś na co czekałem od bardzo dawna, Mechanicum. Wyznawcy Boga Maszyny występują w podręczniku jako sojusznik, którego można dołączyć do Legionów Astartes. Mają trochę fajnych zabawek, własnego bohatera imiennego i nadzieję, że w przyszych pozycjach Horus Heresy od Forge Worlda zostaną rozbudowani.

Kończymy skrótem zasad z Apokalipsy (przydaje się jeśli chcemy używać super-ciężkich pojazdów, nie trzeba kupować dodatkowego podręcznika) i nie tylko. Jeszcze krótkie posłowie i kończymy mapą galaktyki, od której zaczęliśmy oraz czarną skórzaną okładką.

Oczywiście książka nie jest pozbawiona wad. Mój egzemplarz jest trochę krzywo zszyty, tzn. pierwszy szew jest trochę niżej, drugi trochę wyżej a wszystkie następne jeszcze wyżej ale już równo. W niczym to nie przeszkadza ale patrząc na podręcznik z boku widać, przynajmniej ja widzę.
Trochę też szkoda, że raczej nie ma żadnych artow w środku. Jedyne co mamy to sfotoszopowane modele i schematy pancerzy. Pierwsze jest nawet niezłe, drugie całkiem fajne ale chcialoby się coś więcej.
Także w listach armijnych jest jeden wpis na jedną stronę a zdarza się, że nawet nie zajmuje pół, pozostałe pół jest puste. Niby czytelniej ale miejsce się marnuje.
No i oczywiście największa wada, cena. 70 funtów brytyjskich. Prawie cztery stówy peelenów. Kupa kasy. Zawartość niby bogata ale to dalej kupa kasy....

Jeśli ktoś nie jest jakimś wielkim fanem Herezji Horusa albo nie planuje grać przy pomocy tych zasad to lepiej niech sobie daruje. Natomiast jeśli ktoś chce poznać nowe fakty czy ciekawostki, jeśli chce złożyć armie z czasów Herezji (bądź przed) i grać nią a może po prostu chce mieć książkę wyglądającą zajebiście na półce to myślę, że warto kupić.

Osobiście planuję zakup wszystkich pozycji z serii i szpanowanie w stylu "Patrzcie jakie mam piękne książki na półce". Lubię jak książki ładnie wyglądają na półce.

piątek, 12 października 2012

Kuźnio Świat i Horusowa Herezja

Patrzcie co mam....
Jak już przeczytam i bardziej się wgryzę to pewnie jakąś recenzję spłodzę. Po raczej pobieżnym przejrzeniu jest bardzo bardzo pozytywnie.

Ciekawostka ze środka (mam problemy z oświetleniem/fleshem ale wystarczy pół tabelki):
Mała legenda:
Żółta czaszeczka - Sworn Brothers, czyli traktujesz sojusznika tak jakby to była Twoja armia.
Czarna czaszeczka - Fellow Warriors, tak jakby to była inna armia tylko nie możesz jej atakować.
Szara czaszeczka - Distrusted Allies, tak jak Fellow Warriors tylko sojusznik nigdy nie score'uje.
Czerwona czaszeczka - By the Emperor's (or the Warmaster's) Command, jak Distrusted Allies tylko rzucasz kością za każdą jednostkę w 6" od jednostki sojuszniczej, na 1 dana jednostka nic nie robisz do końca tury.

I jeszcze mapka:


Ale to nie wszystko....
A zgadnijcie co (albo raczej kto) w środku....
Trochę nadlewek ale chyba żadnych braków. Jutro przy lepszym świetle przyjrzę się uważniej każdej części. Kosmiczna jakość rzeźby. Będę bał się dotknąć pędzlem.

A jak już robiłem sesję to pokażę Wam też jak bardzo WIP są jeszcze moje modele CSM